Podpisz list

Czym są Nasze Dane i dlaczego pytamy o Palantira

Kiedy minister obrony podpisywał list intencyjny z amerykańską firmą Palantir, mało kto w Polsce znał tę nazwę. Założyliśmy Nasze Dane, żeby o dostępie do danych polskiego wojska zdecydowano jawnie i dopiero po rzetelnej ocenie ryzyka. Tu wyjaśniamy, kim jesteśmy, co już wiemy i czego się domagamy.

· Patryk Gruszka · 4 min czytania

Grafika kampanii Nasze Dane z hasłem „Nasze dane nie są na sprzedaż”

Kiedy 27 października 2025 roku wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podpisywał list intencyjny z Palantir Technologies, większość z nas nie słyszała wcześniej tej nazwy, a jeśli słyszała, to raczej przy okazji amerykańskich sporów o inwigilację niż polskiej polityki obronnej. Dokument przeszedł niemal bez echa, chociaż dotyczył czegoś, co minister sam nazywał największym skarbem współczesnego państwa, czyli danych. Nasze Dane powstały z przekonania, że decyzja tej wagi zasługuje na coś więcej niż komunikat prasowy i zdjęcie z podpisania.

Jesteśmy inicjatywą obywatelską. Nie stoi za nami żadna partia ani firma z branży, a kampanię finansujemy z własnych pieniędzy i z drobnych wpłat osób, które nas wspierają. Z naszych materiałów może korzystać każdy, niezależnie od tego, na kogo głosuje, bo pytanie o to, kto ma wgląd w dane polskiego wojska, powinno obchodzić wszystkich w równym stopniu.

Czym jest Palantir

Palantir Technologies to amerykańska spółka założona w 2003 roku przez grupę osób związanych z Doliną Krzemową, wśród których są Peter Thiel i obecny prezes Alex Karp. Jednym z pierwszych inwestorów był In-Q-Tel, fundusz venture capital powiązany z CIA. Firma sprzedaje oprogramowanie, które łączy ogromne ilości danych z wielu źródeł i pomaga na ich podstawie podejmować decyzje, a jej najważniejszymi klientami są amerykańskie wojsko, służby i agencje rządowe.

W Stanach Zjednoczonych Palantir buduje dla służby imigracyjnej ICE system do typowania ludzi do deportacji. Dla Pentagonu rozwija platformę Maven, której używa się do wskazywania celów na polu walki, a w marcu 2025 roku jej wersję kupiło także NATO dla swoich struktur dowodzenia. Prezes firmy mówi otwarcie, że jej zadaniem jest między innymi straszenie wrogów, a czasem ich zabijanie. O tym, jakie poglądy głoszą założyciele i jak firma działa w innych krajach, piszemy szczegółowo w naszym kompendium.

Co wiadomo o Palantirze w Polsce

Współpraca wojska z Palantirem trwa dłużej, niż sugerowały pierwsze komunikaty. Od grudnia 2024 roku obowiązuje bezterminowe memorandum między Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni a Palantirem, które przewiduje „praktyczne testowanie” oprogramowania firmy. Załącznik, w którym zapisano, co dokładnie testowano i na jakich danych, jest niejawny. Rok później minister obrony podpisał list intencyjny, który otwiera drogę do zakupu licencji, wdrożenia, szkoleń i długoletniego wsparcia technicznego. Stroną obu dokumentów jest amerykańska spółka z siedzibą w Delaware, a nie jej polski oddział.

Wiążącej umowy wciąż nie ma i właśnie dlatego ta sprawa jest otwarta. Nie odbył się przetarg, a w publicznie dostępnych dokumentach nie ma żadnego porównania Palantira z innymi rozwiązaniami, choć w grudniu 2025 roku to samo dowództwo cyberwojsk podpisało porozumienie o współpracy z wrocławską firmą DataWalk. We wrześniu 2026 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego poinformowała dziennikarzy TVN24+, że od grudnia 2023 roku nie wykonała ani nie otrzymała żadnej oceny ryzyka dotyczącej Palantira i że nikt z rządu o taką ocenę jej nie poprosił.

W tym samym czasie część sojuszników Stanów Zjednoczonych wycofuje się z tej współpracy albo ją ogranicza. Szwajcarski Sztab Armii przygotował dwudziestojednostronicową ocenę ryzyka, w której stwierdził, że amerykańska siedziba firmy daje możliwość wglądu rządowi i służbom USA we wrażliwe dane, i zalecił rezygnację. Francuski kontrwywiad zastępuje oprogramowanie Palantira rozwiązaniem krajowym, a premier Francji tłumaczył, że państwo nie może polegać na narzędziach obcych mocarstw. Zwracamy na to uwagę, bo w polskiej debacie często pada argument, że korzystają z tego wszyscy sojusznicy, a obraz jest dużo bardziej złożony.

Czego się domagamy

Naszym celem jest niezależny i jawny audyt ryzyka, przeprowadzony przez instytucję państwa, zanim ktokolwiek podpisze z Palantirem wiążącą umowę. Wyniku takiego audytu nikt dziś nie zna, łącznie z nami, ale właśnie dlatego państwo nie powinno wiązać się na lata z dostawcą, który podlega obcemu prawu, dopóki nikt nie sprawdził, co to oznacza dla bezpieczeństwa danych. Szwajcarzy pokazali, że taka ocena jest możliwa i że nie wymaga ani zrywania sojuszy, ani rezygnacji z nowoczesnych technologii.

Obok audytu domagamy się jawności dokumentów, w tym niejawnego załącznika do memorandum albo przynajmniej informacji o tym, kto i kiedy nadał mu klauzulę. Chcemy, żeby ewentualny zakup systemu tej klasy odbył się w otwartym postępowaniu, w którym polskie i europejskie firmy mają realną szansę, oraz żeby sprawą zajęły się właściwe komisje sejmowe, a ministerstwo odpowiedziało wreszcie na interpelację, która czeka od sierpnia.

Co już zrobiliśmy

Od lipca wysłaliśmy do Ministerstwa Obrony Narodowej setki wniosków o dostęp do informacji publicznej. Po wielu odmowach uzyskaliśmy pełną treść listu intencyjnego oraz memorandum z dowództwem cyberwojsk i opublikowaliśmy oba dokumenty na naszej stronie, żeby każdy mógł je przeczytać. Złożyliśmy w Sejmie interwencję w sprawie ryzyka konfliktu interesów w komisji nadzorującej służby specjalne, współorganizowaliśmy protest pod targami zbrojeniowymi w Kielcach i spotkaliśmy się z osobami, które chcą działać razem z nami. Pod koniec września dokumenty, o które walczyliśmy, stały się podstawą reportażu TVN24+.

W kolejnych tekstach opiszemy każdy z tych etapów osobno, razem z dokumentami, które udało się zdobyć, i odpowiedziami, których wciąż nie dostaliśmy.

Jak pracujemy

Przy każdym twierdzeniu podajemy źródło i zaznaczamy, czy chodzi o fakt potwierdzony dokumentem, o ustalenie redakcji lub instytucji, czy o naszą ocenę. Nie powtarzamy krążących w internecie zarzutów, których nie da się udokumentować, bo jedno zdanie nie do obrony wystarczy, żeby ktoś odrzucił całą resztę. Jeśli się pomylimy, poprawimy to jawnie i napiszemy, co było nie tak.

Jeśli chcesz śledzić tę sprawę, zapisz się na newsletter, przeczytaj całą sprawę ze źródłami albo dołącz do kampanii. Każda osoba, która prześle ten tekst dalej, sprawia, że o przyszłości danych polskiego państwa rozmawia więcej ludzi niż tylko ci, którzy już podjęli decyzję.

Udostępnij ten tekst
Facebook X WhatsApp LinkedIn
Czytaj dalej

Więcej z Aktualności